Uroczystości pogrzebowe ks. prałata Jana Zająca
Kiedy zostaje potwierdzona wiadomość, że choroba, którą człowiek bliski nam nosi w sobie, jest nieuleczalna, to pojawiają się różne myśli – może to jednak pomyłka w diagnozie, może uprosimy cud, może da się z nią żyć normalnie. Pojawia się też myśl, raczej niewypowiadana przy chorym na głos, ale bardzo ludzka – myśl o śmierci – i pytanie, kiedy ona przyjdzie? Dla księdza Prałata Jana, mimo tak poważnej choroby, mówimy, że śmierć przyszła przedwcześnie. Jednak jej czas – dla nas, dziś modlących się za niego i żegnających go – wcale nie jest przypadkowy – jest bardzo wymowny.
Przez tak wiele lat, o tej porze roku, zastanawiałeś się Drogi Księże Prałacie Janie, nad ocenami dla sowich uczniów, które trzeba wystawić na koniec roku szkolnego i katechetycznego. Z troski o nich katechizowałeś do samego końca swej posługi proboszcza parafii. Do wieczności Pan powołał Cię 6 czerwca – szóstego dnia szóstego miesiąca – wystawiając Tobie dwie „szóstki” i przypominając nam, że takie było Twoje życie. Dziś dziękujemy Ci za Twoje człowieczeństwo na „szóstkę” i za Twoje kapłaństwo na „szóstkę”.
Do wieczności zostałeś wezwany po porannym wysłuchaniu słowa Bożego, odczytywanego tu, w Twoim kościele – gdyż łączyłeś się jeszcze z nami w modlitwie poprzez transmisję. Słuchaliśmy wtedy, jak św. Paweł w Drugim Liście do Tymoteusza mówił: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia.” W swej autentycznej skromności nie powiedziałbyś na głos tych słów o sobie, ale my dziś mówimy je za Ciebie – tak, wystąpiłeś w dobrych zawodach, bieg ukończyłeś, wiary ustrzegłeś – wygrałeś swoje życie, zasłużyłeś na wieniec sprawiedliwości.
Zostałeś wezwany do wieczności w oktawie Bożego Ciała, przypominając nam, jak wielki dar otrzymaliśmy w Eucharystii, którą otaczałeś wielką czcią i którą, mimo bólu, codziennie sprawowałeś. A kiedy w ostatnich dniach nie mogłeś już tej ofiary złożyć, pytałeś – po co żyć? – skoro nie można Mszy Świętej sprawować.
Wezwał Cię Pan na liturgię niebiańską w tygodniu przedłużającym uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, kiedy wyruszamy wokół Twego sanktuarium w procesjach eucharystycznych. Zostałeś wezwany do wieczności także w pierwszą sobotę miesiąca – w dniu Matki Bożej, którą kochałeś i czciłeś, po wysłuchaniu modlitwy różańcowej odmawianej w tym kościele na nabożeństwie – po powtórzeniu tyle razy „módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Aż padło to ostatnie na ziemi „Amen”. Czyż nie jest wymowny dla nas czas Twego przejścia do życia wiecznego? Dziękujemy za lata Twojej pracy, troski o chwałę Bożą i życie dla innych. Obyśmy dar Twego życia i śmierci należycie przyjęli i odczytali, i dla dobra dusz naszych wykorzystali. Odpoczywaj w pokoju!


